Media 2010

 siatka.jpg

Chcieliśmy pomóc chorym dzieciom

„Gwiazdy PlusLigi" wygrały 3:1 z „Gwiazdami Szczecina" w charytatywnym meczu, z którego dochód został przeznaczony na Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci. Po meczu siatkarze zgodnie podkreślali, że największymi zwycięzcami są chore dzieci.

Licznie zgromadzeni kibice w hali Szczecińskiego Domu Sportu mieli okazję przypomnieć sobie stare, dobre czasy związane z grą Morza w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na parkiecie pojawili się byli i obecni zawodnicy szczecińskiego zespołu oraz obecne gwiazdy PlusLigi. Mimo, że zwycięsko z pojedynku wyszły „Gwiazdy PlusLigi", to jednak największymi wygranymi były dzieci. - Cel był taki, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy dla tych chorych dzieci, także myślę, że impreza się udała. Mam nadzieję, że z roku na rok będzie ona cieszyła się coraz większym powodzeniem i zaangażowaniem ludzi oraz mediów, a to przyniesie jeszcze większe wsparcie dla dzieci - mówił Robert Szczerbaniuk.

Waldemar Wspaniały wspominał, że ludzie z siatkarskiego środowiska bardzo chętnie biorą udział w akcjach charytatywnych. - Cieszę się, że prawie wszyscy, którzy byli zaproszeni na tą imprezę, przyjechali. To świadczy o tym, że zawodnicy traktują to bardzo serio. Z tego co wiem, to siatkarze bardzo chętnie przyjeżdżają na takie charytatywne spotkania. Oby było ich jak najwięcej, bo trzeba pomagać dzieciom w ich życiowych tragediach - stwierdził były szkoleniowiec reprezentacji Polski.

W podobnym tonie wypowiadał się atakujący Delecty Bydgoszcz, Grzegorz Szymański . - Bardzo się cieszymy, że mogliśmy zagrać dla podopiecznych Zachodniopomorskiego Hospicjum. Nie ważne było, kto jest zwycięzcą na boisku, ważne było to, że dzieci poczuły, że graliśmy dla nich - opowiadał popularny „Gelu".

Mimo, że widać było brak zgrania w obu zespołach oraz nieco już wakacyjną formę, to zawodnicy pokazali, że siatkówka to nie tylko rywalizacja, ale także świetna zabawa. Ponadto popisali się kilkoma efektownymi blokami, obronami i soczystymi atakami. - Nikt nie jechał na ten mecz, żeby go wygrać, tylko chodziło o obecność i dobrą zabawę i to się udało. Wydaje się, że bawiliśmy się dobrze, i w taki sposób chcieliśmy pomóc chorym dzieciom - powiedział po meczu Krzysztof Gierczyński.

Zawodnicy mieli również okazje powspominać swoje pierwsze, siatkarskie kroki stawiane w Morzu. - Było to fantastyczne siedem lat. Bardzo miło wspominam Szczecin, ponieważ tutaj zaczynałem swoją ligową przygodę z siatkówką. Nie byłem na tej hali od bardzo dawna. Jest to fajne uczucie przyjechać tu i spotkać się z kolegami, z którymi się grało wcześniej w Szczecinie. Bardzo ciepło wspominam to miasto i mam do niego wielki sentyment - podkreślał popularny ‘Gierek".

Tak znani siatkarze jak: Woicki, Jurkiewicz, Szymański, Szczerbaniuk, Rybak czy Gierczyński sprawili, że w niewielkiej, szczecińskiej hali pojawił się ponadkomplet publiczności. - Na hali pojawiło się ponad tysiąc osób, a to oznacza, że w Szczecinie jest duże zapotrzebowanie na siatkówkę na wysokim poziomie. Dlatego władze klubu i miasta muszą zrobić wszystko, by powstała nowa hala i porządna drużyna - podsumował Grzegorz Szymański.

źródło: siatka.org / Radosław Nowicki

volley24.jpg

Po meczu powiedzieli...czyli wrazenia z pobytu w Szczecinie

Grzegorz Szymański:
-Pomimo tego, że była to dobra zabawa było widać u chłopaków walkę i poświęcenie. Wyszło dobre widowisko. Uważam, że takie akcje to bardzo dobry sposób na pomoc dla dzieciaków i przy okazji promocje siatkówki Szczecinie...

Krzysztof Gierczyński:
-Dzisiaj ważniejsze od samego spotkania było samo uczestnictwo w nim. Każdy wyrwał się na chwilę z domu, żeby wspomóc tą akcję. Jeśli chodzi o samą grę to była mało ważna, najważniejsza była pomoc i zabawa. Jeśli będzie taka akcja w przyszłym roku to na pewno przyjadę, gdyż ten cel jest naprawdę szczytny i to trzeba podkreślać. Fajnie, że taka akcja się odbywa. Można spotkać swoich starych przyjaciół. Miło jest wejść na tą salę po kilku latach. Urzekła mnie, gdyż teraz wydaje mi się ona mała, ale to ma swój urok. Wszystko jest blisko, kibice mocno uczestniczą w grze. Cieszę się, ze mogłem tu być.

Robert Szczerbaniuk:
-Spotkaliśmy się tutaj w szczytnym celu by pomóc Zachodniopomorskiemu Hospicjum. Mam nadzieję, że spotkanie podobało się kibicom i że są zadowoleni. Mogliśmy pokazać się na tyle na ile na dziś dzień możemy, po zakończeniu sezonu i przerwie. Mam nadzieje, że z roku na rok takie akcje będą kontynuowane. Dobrze się znamy z Kubą i wystarczył jeden telefon z propozycją i od razu się zgodziłem. Jeśli chodzi o organizację to wszystko jest perfect. Jestem bardzo zadowolony z przyjazdu i mam nadzieję, że za rok też dostanę zaproszenie.

Przemysław Michalczyk:
-Zawsze unikałem takich meczy, a ta impreza pokazuje, że szkoda, że unikałem bo świetnie jest to zorganizowane. Bardzo się cieszę, że Kuba mnie na to namówił. To była bardzo fajna impreza. Dobrze się bawiłem na meczu i liczę na kolejne zaproszenia. Przede wszystkim ważna jest idea i cel dla jakiego się tu dzisiaj spotkaliśmy.

Konrad Paśnik:
-Dla mnie to mecz, wydarzenie. Bardzo mi się podobało. Niestety brak treningów przez ostatnie półtorej- dwa miesiące daje się we znaki, ale było śmiesznie i liczy się zabawa.
Najważniejsze by publiczność dobrze się bawiła. Takie akcje na dzień dzisiejszy jest to jedyny i najlepszy sposób promowania siatkówki w Szczecinie, bo jak wiadomo zespołom siatkarskim w naszym mieście nie idzie zbyt dobrze.

Paweł Woicki:
-Ocenianie dzisiejszego meczu pod względem sportowym nie ma większego znaczenia. Najważniejsze było to, że przyszło tyle kibiców, którzy dobrze się bawili i przy okazji wspomogli Hospicjum. Akcja zorganizowana perfekcyjnie i myślę, że to dobry pomysł by organizować to w Szczecinie, który od dłuższego czasu jest nieobecny w siatkarskiej Plus Lidze. Jeśli dostanę zaproszenie za rok na pewno przyjadę.

Marcin Nowak:
-Takie akcje są bardzo szczytne i najlepiej żeby było ich jak najwięcej, bo wiadomo że jak tylko mamy czas to na pewno będziemy chcieli pomagać i przyjeżdżać na takie spotkania. Myślę, że organizacyjnie wszystko było „zapięte na ostatni guzik”. Dziś jeśli chodzi o sportowy aspekt to może nie był to wysoki poziom, ale była dobra zabawa i chyba wszyscy jesteśmy zadowoleni. Najważniejsze, że cel dla którego się spotkaliśmy został zrealizowany.

Radosław Rybak:
-Najważniejsze dzisiaj było by pomóc Hospicjum, a przy okazji spotkać się ze starymi przyjaciółmi. Tego typu akcje powinny być organizowane jak najczęściej. Ze Szczecinem mam bardzo dobre wspomnienia, zostawiłem tu dużo przyjaciół. Niestety tak się potoczyło, że nie mogłem tu zostać, ale zawsze będę pamiętał o tym mieście.

źródło: Agnieszka Skoczylas / volley24.pl

siatka.jpg

rybak.jpg

Radosław Rybak: Miło że mogliśmy się spotkać...

W sobotni wieczór w hali szczecińskiego SDS-u wiele siatkarskich osobistości wzięło udział w charytatywnym meczu na rzecz Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci. Radosław Rybak podkreślił po meczu, że oprócz pomocy dzieciom miło było też po prostu się spotkać.

Ewa Koperska: Wynik tego meczu jest oczywiście sprawą drugorzędną, najważniejsze były dzieci. Widać było jednak, że również fantastycznie się przy tym bawiliście.

Radosław Rybak: -Najfajniejsze jest to, że mogliśmy się spotkać. To jest jedna rzecz, a druga to oczywiście cel tego wszystkiego. Takimi właśnie imprezami można też pomóc w szczytnym celu. Chodzi też o to, że można też pokazać, iż w tym mieście można zrobić dobrą siatkówkę, że jest ogromne zainteresowanie kibiców. Nie było praktycznie wolnego miejsca. Szczecin właśnie potrzebuje takiego czegoś. Grałem w tym mieście, i wiem jak to wyglądało.

Dużo się mówi właśnie o szczytnym celu tego meczu. I tutaj należą wam się brawa, że po ciężkim sezonie chcieliście tutaj przyjechać i jeszcze wykrzesać z siebie odrobinę wysiłku.

-To może nie chodzi o sam wysiłek. Na takie mecze jeździ się z przyjemnością, jak na jakiś piknik siatkarski. Bardziej chodziło o to, żeby sobie po prostu nie zrobić krzywdy. Gdyby to było tuz przed sezonem kibice mogliby zobaczyć fajną siatkówkę, na wysokim poziomie, a tak wiadomo, że było mnóstwo chaosu.

Mieliście w ogóle okazję przed meczem się spotkać i potrenować sobie pewne zagrania?

-Nie. Praktycznie przyjechaliśmy ,,na żywca" i myślę, że jak na taką imprezę to wystarczy.

Dla Pana to był powrót do Szczecina. Jakie są pańskie wspomnienia związane z tym miastem?

-Wspomnienia są niesamowite. Grałem tutaj przez trzy wspaniałe lata. Ze szczecińskiego klubu trafiłem do reprezentacji. Potem przyszły sukcesy w kadrze, może drobne ale były. Wspominam ten okres z dużym sentymentem. Mam tutaj wielu kolegów, niektórzy z nich tutaj przyjechali i ja też przyjechałem na ich zaproszenie. Tak to jest, jak się gra w jakimś klubie parę lat.

rozmawiała: Ewa Koperska (Strefa Siatkówki)

wyborcza.jpg

Siatkarze Grali dla Hospicjum

Może nie było wielu błyskotliwych akcji, a momenty przebłysków na pewno. Dobrze bawiąca się publiczność i po siedmiu latach przerwy znów na SDS-ie czołowi polscy siatkarze...

Bodaj najbardziej wzruszające chwile zauważyło może kilka osób. Było pół godziny po meczu. Tuż za linią boczna boiska, gdy gwiazdorzy siatkarskich parkietów rozdawali autografy i fotografowali się z każdym, kto chciał. Gdzieś za boczną linią Grzegorz Szymański - jeden z najlepszych atakujących w Polsce - odbijał piłkę z kilkuletnim Kacprem. Chory na mukowiscydozę chłopiec odgrywał w punkt dwa razy większemu byłemu reprezentantowi kraju. Nie ważne czy dostawał piłkę na palce, czy dołem.

- To były dla mnie najważniejsze chwile, jakie tu przeżyłem - przyznał chwilę później. - Mam nadzieję, że Kacper był szczęśliwy. Tyle mu mogłem dać. Gdy tydzień wcześniej zadzwonił Kuba Markiewicz prosząc bym przyjechał, nie zastanawiałem się nawet przez chwilę. Chciałem tu być. To ważne zagrać w takim meczu.

Kacper - ubrany w czerwoną koszulkę z białym orłem - był szczęśliwy.

Nim obaj panowie sobie podbijali piłkę, gwiazdy siatkówki zmierzyły się na parkiecie dwie gwiazdorskie drużyny. Pozbawiona dobrej siatkówki publiczność została przeniesiona w przeszłość. W barwach Szczecina zagrała bowiem szóstka jako żywo przypominająca zespół, który siedem lat temu musiał rozjechać się po Polsce, gdy likwidowano Morze. Na rozegraniu Michał "Ecik" Peciakowski, w ataku Radek Rybak, na przyjęciu Krzysiek "Jerry" Gierczyński, na środku bloku Kuba Markiewicz i Wojtek Jurkiewicz.

Z drugiej strony siatki drużyna, która pewnie w rywalizacji ligowej byłaby faworytem: Paweł Woicki na rozegraniu, Szymański w ataku, to para gwarantująca po kilka, może nawet kilkanaście punktów w każdym secie. Do tego Marcin Nowak i Robert Szczerbaniuk dyrygujący blokiem (oj odczuli to okrutnie młodzi siatkarze Morza Bałtyk, którzy też zagrali w barwach Szczecina!). Do tego na przyjęciu z atakiem Przemek Michalczyk i - gościnnie - niezmordowany Leszek Czerlonek.

Faworyci wygrali. Kibice się dobrze bawili. Dzieci z hospicjum przeżyły chwilę szczęścia. Maciuś Kisiel też. - Mam nadzieję, że patrzy na nas z nieba - mówił przed meczem jego tata Maciej senior.

To on i jego przyjaciele sprawili, że dobrzy (w dwojaki sposób należy rozumieć to słowo) siatkarze zagrali w hali SDS. To on i jego przyjaciele sprawiają, że szczecińskie hospicjum stać na to by objąć opieką ponad setkę dzieciaków.

Morze Szczecin - Gwiazdy PLS 1:3 (21:25, 26:28, 25:21,19:25)

Morze: Peciakowski, Jurkiewicz, Rybak, Markiewicz, Gierczyński, Grzesiowski oraz Paniączyk (libero), Zabłocki, Paśnik, Malujdy. Trenerzy: Jerzy Taczała i Andrzej Winiarczyk.

Gwiazdy PLS: Woicki, Nowak, Szczerbaniuk, Michalczyk, Czerlonek, Szymański oraz Chudik, Czaja, Gulczyński, Prus. Trener Waldemar Wspaniały.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin

nice.jpg

Wygrały gwiazdy, choć nie zwycięstwo było najważniejsze

W meczu charytatywnym dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci górą były gwiazdy Plus Ligi. Siatkarze obecni lub kiedyś stanowiący o sile szczecińskiego zespołu, mimo przegranej nie rozpatrywali tego w kwestii porażki. Najważniejszy w całym tym spotkaniu był cel - pomoc dzieciom.
Szczecin, hala Szczecińskiego Domu Sportu, 29 maja godz. 18. Sala mała, ale za to wypełniona po brzegi. Bilety na spotkanie rozeszły się bardzo szybko. Zainteresowanie kibiców ogromne, ponieważ nie często przyjeżdżają do stolicy zachodniopomorskiego tacy siatkarze jak Gierczyński, Szymański, Woicki - zawodnicy, którzy z powodzeniem reprezentowali barwy Polski...

Dwa pierwsze sety to dominacja Gwiazd, ale tylko do pewnego momentu. Potem szczecińscy siatkarze jakby wrzucali drugi bieg i gonili przeciwnika. Niewiele to dało, bo oba sety zakończyły się porażką gospodarzy. Kibicom zgromadzonym na hali jednak to nie przeszkodziło w dobrej zabawie. W trzeciej partii z ekipy Gwiazd jakby uszło trochę powietrze i drużyna Szczecina mogła pokazać, na co ją stać, wygrywając seta. Czwarta odsłona po raz kolejny pokazała, że Gwiazdy, mimo ogromnego zmęczenia po zakończonym sezonie ligowym, bardzo mocno jeszcze potrafią błyszczeć. Przyjezdni cały czas prowadzili i pewnie wygrali partię i całe spotkanie 3:1.

Szczecinianom, choć byli skazani na przysłowiowe "pożarcie", nie brakowało ambicji. Mimo, iż był to tylko mecz towarzyski, nie poddawali się łatwo i próbowali walczyć jak równy z równym. W końcowym rozrachunku musieli jednak uznać wyższość rywala.
W przekroju całego spotkania, nie ważne było jednak kto wygra czy przegra. Tak naprawdę ten mecz nie miał przegranych. Obie ekipy były w pewien sposób zwycięskie.

I choć konfrontacja drużyn nie stała na zbyt wysokim poziomie, to atmosfera była przednia. Trudno było jednak wymagać od zawodników pokazowych akcji. Nie dość, że zmęczeni po sezonie, to dodatkowo większość z nich w takim zestawieniu grała pierwszy raz w życiu.

Chyba nie było osoby na hali, która by żałowała wybrania się na takie spotkanie. Kibice mieli możliwość obejrzenia na żywo zawodników, których znali do tej pory tylko ze szklanego ekranu. Siatkarze zaś, mogli grę w siatkówkę potraktować bardziej na luzie i bawić się nią. Wszystkich połączył jednak wspólny cel - zebranie jak największej kwoty pieniędzy dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci. Cel, który chyba z rozmachem został zrealizowany.

źródło: www.nicesport.pl

siatka.jpg

jurki.jpg

Wojciech Jurkiewicz: Mieliśmy okazję powspominać dawne czasy...

W weekend w Szczecinie odbył się charytatywny mecz, z którego dochód został przeznaczony dla chorych dzieci. Wziął w nim udział także Wojciech Jurkiewicz. Zawodnik opowiedział o tym pojedynku i o wspomnieniach związanych z grą w Morzu Szczecin...Jak czuje się zawodnik, który po wielu, wielu latach wraca na stare „siatkarskie śmieci"?

Wojciech Jurkiewicz: Fantastycznie, to spotkanie było dla nas wielkim przeżyciem, bo cel był bardzo szczytny. Wielkie brawa należą się organizatorom za tę inicjatywę. Dla nas była to również możliwość spotkania się ze znajomymi, z którymi w przeszłości graliśmy w szczecińskim klubie, bo rzadko się zdarza, żebyśmy się mogli w jednym miejscu zgromadzić.

No właśnie. W meczu „Gwiazdy dla Hospicjum" wzięło udział sporo siatkarzy, którzy grali w Szczecinie, zatem była okazja do wspomnień. Co pan pamięta z czasów gry w Morzu?

- Oj to były jeszcze moje młodzieńcze, beztroskie lata. Nie miałem jeszcze wówczas rodziny. Był to czas ciężkiej pracy, ale również zabawy. Tamten okres wspominam bardzo miło. Cieszę się, że mogliśmy się wszyscy razem spotkać. Czasami widzimy się w trakcie meczów ligowych, ale jesteśmy porozrzucani po różnych klubach, a w sobotę zebraliśmy się w jednym miejscu i mieliśmy okazję powspominać dawne czasy.

Na boisku lepsze okazały się „Gwiazdy PlusLigi", jednak największym zwycięzcą są chore dzieci...

- Na pewno. Myślę, że dla tych chorych dzieci bardzo ważne jest to, że mają wsparcie zupełnie obcych ludzi z zewnątrz. Widzieliśmy jakie tłumy zgromadziły się w hali SDS-u. Podejrzewam, że dawno na meczu siatkówki w Szczecinie nie było tylu kibiców, dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni. Była to super inicjatywa. Wygrały dzieci. Szkoda tylko, że nie udało nam się bardziej powalczyć z „Gwiazdami PlusLigi", ale i tak cieszymy się z wygrania jednego seta.

Ten mecz był przeznaczony dla dzieci, które podobnie jak ich rodzice przeżywają wielki dramat. Takie inicjatywy ich budują?

- Na pewno im pomagają. Oby więcej takich inicjatyw. Jeszcze raz podkreślę, że organizatorom należą się wielkie brawa. Nie trzeba było nas długo namawiać do wzięcia udziału w tym meczu. Wszyscy wiedzieliśmy jaki jest cel tego spotkania i wszyscy ochoczo tutaj przybyliśmy.

Czyli pana też nie trzeba było długo namawiać?

- Nie. Bardzo się cieszyłem, jak dowiedziałem się, że taka impreza jest organizowana akurat w Szczecinie i przez ludzi, z którymi kiedyś grałem.

źródło: siatka.org / Radosław Nowicki / Ewa Koperska

siatka.jpg

nowak.jpg

Marcin Nowak: Polski naród jest taki że nigdy nie odmawia pomocy...

Ewa Koperska: Widać było, że bawiliście się rewelacyjnie.

Marcin Nowak: -Tak. Dopóki starczyło sił, bo wiadomo, że jesteśmy w okresie roztrenowania i nikt z nas już chyba nie trenuje w klubie, a ja przynajmniej już od pięciu tygodni nie byłem na hali. Dbałem bardziej o to, by mi się krzywda nie stała. Udało mi się wytrwać do końca. Cieszymy się, że przybyło dużo ludzi, i że mogliśmy się przyczynić do tego, żeby pomóc dzieciakom z hospicjum w Szczecinie i to było najważniejsze...

Właśnie. Pomoc dzieciakom była najważniejsza. Takie akcje też podnoszą na duchu zarówno te chore dzieci, jak i ich rodziców dla których nie jest to też łatwa sytuacja.

-Na pewno. Takie akcje powodują, że dzieciaki dostają cień szansy na lepszą przyszłość, na lepsze jutro i chyba o to chodzi nam wszystkim. Głównym przykładem takiej akcji jest chociażby WOŚP Jurka Owsiaka. Myślę, że polski naród jest taki, że nigdy nie odmawia pomocy. Nie ważne, czy to będą sportowcy, czy inni ludzie.

Szczególnie wy siatkarze nie odmawiacie pomocy. Ciężko było was ściągnąć do Szczecina?

-Nie. Ja myślę, że to była bardziej kwestia, by dopasować taki termin, gdzie nie mamy żadnych innych meczy. Przyjechaliśmy tutaj zupełnie charytatywnie. Nikt nam za nic nie płacił, nie zwracał kosztów podróży.

Tym bardziej, że jesteście po ciężkim sezonie klubowym.

-Każdy z moich kolegów, który dzisiaj grał miał mniej lub bardziej ciężki sezon. Myślę, że to akurat nie miało wpływu. Czy byliśmy zmęczeni czy nie chodziło o to, by tutaj przyjechać.

Teraz chyba czas na odpoczynek, przed nowym sezonem, który wiadomo, że spędzi pan w Wieluniu. Jakieś plany na wakacje?

-Myślę, że gdzieś tam z rodziną pojadę na wakacje, ale na razie chciałbym podpisać kontrakt, który będzie mnie satysfakcjonował, a którego na razie nie mam. Ale wierzę, że niebawem się coś wyjaśni.

rozmawiała: Ewa Koperska (Strefa Siatkówki)

 
 
 
ligowiec-logo.jpg
Gwiazdy zagrały dla hospicjum
 
Takiego meczu jeszcze nie było. Do Szczecina przyjechały gwiazdy polskiej siatkówki, aby wesprzeć akcję na rzecz dzieci z Zachodniopomorskiego Hospicjum. Wynik tego spotkania okazał się drugorzędną sprawą. Najważniejszy był cel, jaki towarzyszył tej imprezie, czyli zbiórka pieniędzy dla podopiecznych fundacji.

Na boisku doszło do rywalizacji pomiędzy szczecińskim zespołem, w którym zagrali zawodnicy w przeszłości zaczynający karierę w naszym mieście, bądź aktualnie z nim związani, a byli to m.in Jakub Markiewicz, Krzysztof Gierczyński, Radosław Rybak, czy też Wojciech Jurkiewicz. Po drugiej stronie siatki stanęły gwiazdy siatkarskiej ekstraklasy, zawodnicy, których chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Takie nazwiska jak Szymański, Nowak, Woicki i Szczerbaniuk mówią same za siebie. Do tego jeszcze znany z występów w Skrze Bełchatów, a aktualnie grający w Szczecińskiej Amatorskiej Lidze Piłki Siatkowej - Leszek Czerlonek, musieli gwarantować ciekawe widowisko.
 
Mimo, że mecz przebiegał w spokojnej i wesołej atmosferze, to i tak obfitował wiele świetnych, wartych uwagi zagrań, na które żywiołowo reagowała licznie zgromadzona publiczność. Szczeciński Dom Sportu był wypełniony po same brzegi. W przerwach między setami nie brakowało atrakcji. Każdy posiadacz biletu i kupionych później 'cegiełek' na rzecz hospicjum brał udział w losowaniu wielu cennych nagród.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1 dla gwiazd ekstraklasy, jednak tak naprawdę to wszyscy byli zwycięzcami. Po meczu siatkarze chętnie pozowali do zdjęć i rozdawali autografy. Chyba nikt, kto wybrał się w ten sobotni wieczór na halę nie żałował swojej decyzji.

Szczecin: Gierczyński, Rybak, Jurkiewicz, Markiewicz, Grzesiowski, Michor, Zabłocki, Malujny, Paniączyk, Paśnik
trenerzy: Jerzy Taczała, Andrzej Winiarczyk

Gwiazdy: Szymański, Prus, Michalczyk, Nowak, Woicki, Szczerbaniuk, Chudik, Czaja, Czerlonek
Trener: Waldemar Wspaniały
 
źródło: ligowiec.net
Urząd Marszałkowski Grupa Azoty Miasto Szczecin Azoty Arena Patronat Prezydenta Miasta Szczecina Ekspert Systemy Informatyczne Szczecińska Energetyka Cieplna Pruszyński Sp. z o.o. Mentor Systemy Audiowizualne Alkon Security Carwit Nutricia Polska brightONE Lux Medica Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych Trans Medics SALPS Tom-Tech Amber Sport 3D.sign Ligowiec Vigo Głos Szczeciński Kurier Szczeciński Radio Szczecin TVP Szczecin Skład Opału Crazy Cannons Alumet Kino Helios Time Trend Media Star Xenia Kasia Hubińska Bejbirock Stara Komenda Ewa Minge AMI COR mastercars Piekarnia ASPROD Progreum